czwartek, 30 sierpnia 2018

━ 13. ❝cyfrowa twierdza❞


tytuł ━ cyfrowa twierdza
autor ━ dan brown
wydawnictwo ━ sonia draga
ilość stron ━ 536

━ ❝wszystko jest możliwe. niemożliwe wymaga po prostu więcej czasu.

gdy należący do nsa superkomputer napotyka na tajemniczy szyfr, którego nie potrafi złamać, wicedyrektor agencji wzywa na pomoc szefową wydziału kryptologii, błyskotliwą i piękną matematyczkę, susan fletcher. po kilku godzinach poszukiwań odkrywa ona coś, co wywoła wstrząs na najwyższych szczeblach władzy. agencja bezpieczeństwa narodowego otrzymuje ultimatum: albo ujawni swój sekret, albo działania amerykańskiego wywiadu zostaną sparaliżowane po upublicznieniu algorytmu szyfrującego napisanego w tak genialny sposób, że nie da się go złamać. rzucona w wir kłamstw i tajemnic susan z całych sił walczy, żeby ocalić agencję, ponieważ szczerze wierzy w jej misję. jeśli nie uda się na czas rozwiązać zagadki genialnego informatyka, który rzucił wyzwanie władzom stanów zjednoczonych, to stworzony przez niego algorytm zniszczy równowagę sił – na zawsze.

━ osądem diablicy

nareszcie brown i nareszcie coś od niego! znałam tego autora już od jakiegoś czasu, ale postanowiłam jeszcze przed prowadzeniem bookstagrama, że wypadałoby sobie odświeżyć jego twory. z chęcią powróciłam co cyfrowej twierdzy. bardzo miło wspominam tę pozycję i muszę przyznać, że jak na jego debiut to byłam i nadal jestem pozytywnie zaskoczona!

wszystko zaczyna się wtedy, gdy nasza główna bohaterka - susan - zostaje w weekend wezwana do pracy, co przecież normalnie się nie zdarza. pomimo planów, jakie miała, przyjeżdża nsa, a to rozpoczyna bardzo niespodziewany bieg zdarzeń. bardzo ją polubiłam w zasadzie nigdy nie było tak, że nie lubiłam kobiecej postaci od browna, bo do kodu leonarda da vinci wszystkie były niesamowicie intrygujące i ciekawiły mnie samym sobą. susan, jako dyrektorka już w ogóle mi zaimponowała, a jej wytrwałość i ciekawość to coś, czego wiele osób w tych czasach chyba nie posiada, albo zapomniało, że posiada. nawet w momentach największego chaosu susan potrafiła jakoś się opanować i doprowadzić do porządku, co przy wydarzeniach z fabuły cyfrowej twierdzy było nie lada wyzwaniem. polubiłam także komandora i w życiu nie spodziewałam się, jakie naprawdę były jego zamiary względem susan i do czego był gotów się posunąć, aby w końcu mógł spróbować owinąć ją sobie wokół palca. niesamowita postać i naprawdę pomimo wszystkiego, co zrobił, miło go wspominam.

sama fabuła może nie była do końca tym, co mnie zawsze ciekawiło, ale brown opisał to w taki sposób, że od książki nie sposób było się w żaden sposób oderwać. bardzo mi się podobał motyw z tytułową twierdzą i tym wszystkim, co się z nią wiązało, a także jakie mogły wyjść z tego skutki. nie mogłam się wręcz nadziwić, że ludzie potrafią stworzyć takie rzeczy, a co gorsza, że można to tak po prostu kupić na rynku. do końca nie mogłam przewidzieć, co tak naprawdę się stanie, a napięcie jakie mi towarzyszyło wyszło ze mnie dopiero wtedy, gdy naprawdę skończyłam czytać. 

bezapelacyjnie według mnie cyfrowa twierdza to pozycja warta przeczytania i jeśli ktoś nadal waha się czy zacząć przygodę z brownem, to mogę wam powiedzieć, że warto. a przynajmniej warto do kodu leonarda da vinci. 
red

czwartek, 23 sierpnia 2018

━ 12. ❝sherlockista❞


tytuł ━ sherlockista 
autor graham moore
wydawnictwo ━ prószyński i s-ka
ilość stron ━ 376

wszystkie zagadki mają rozwiązania, nawet jeśli umykały one pokoleniom dociekliwych badaczy

jaką tajemnicę kryją zapiski z przeszłości? 
w grudniu 1893 roku londyńscy miłośnicy sherlocka holmesa z niecierpliwością otworzyli egzemplarze magazynu „strand”, oczekując kolejnej przygody detektywa. ale stała się rzecz straszna – twórca holmesa, arthur conan doyle, zabił ich bohatera! 
londyn pogrążył się w żałobie, a conan doyle’a powszechnie uznano za mordercę. w roku 1901 pisarz wskrzesił holmesa, równie nagle jak wcześniej go „usunął”. i chociaż prowadził szczegółowy dziennik, nie wyjaśnił tej nagłej zmiany decyzji. po jego śmierci dziennik zaginął i nigdy go nie odnaleziono. czy aby na pewno? harold white, badacz literatury, zostaje przyjęty do elitarnego towarzystwa entuzjastów sherlocka holmesa o nazwie chłopcy z baker street. przez myśl mu nie przeszło, że za chwilę rzuci się w pogoń za świętym graalem holmesofilów: zagubionym dziennikiem. Jednak kiedy największy uczony zajmujący się studiami nad Conan doylem zostaje znaleziony martwy w swoim pokoju hotelowym, to harold, posługując się mądrością i metodami zasięgniętymi z niezliczonych opowieści detektywistycznych, podejmuje poszukiwania zarówno dziennika, jak i zabójcy…

━ osądem diablicy

nie była to tak fascynująca historia, jak to mówi okładka, ale przyznam się wam szczerze, że nie było tragedii. dosłownie. po tym, jak zaczęłam czytać pomyślałam, że prędzej oszaleje niż skończę, a przeskoki w akcji mnie wykończą, ale dobrnęłam do końca i można powiedzieć, że jestem z siebie dumna. a z harrym dało się pożyć w przyjaźni. całkiem niezły z niego chłopiec z baker street. 

nie trzeba wspominać, że wszystko w tej książce kręci się wokół dziennika stworzyciela holmesa. pierwsze pięć wzmianek było spoko, ale późniejsze podchody i zganianie winy jeden na drugiego w kręgu zainteresowań mnie znudziło. ron uznał, że to wina harolda, harold o dziwo trzymał język za zębami, facet, który zabiegał o przyjęcie harry'ego do chłopców z kolei twierdził, że zabił ron i tak w kółko. a biedny trup - czyli alex - po prostu popełnił samobójstwo, aby reszta miała się nad czym trudzić. pomysłowe, nie powiem, że nie i nawet zdziwiłam się, kiedy duet harry + sarah w końcu doszli do prawdy. a raczej harry doszedł. sarah po prostu była jego osobistym ochroniarzem. dziewczyna sobie radziła i tak szczerze to ona wzbudziła we mnie największą sympatię z całej tej paczki detektywów amatorów. 

akcja jednocześnie pokrywa się z życiem arthura z czasów sherlocka i napastowania go przez fanów holmesa na każdym kroku. londyn nie mógł się pogodzić się ze śmiercią uwielbianego detektywa, a biedny doyle powoli przestał wyrabiać psychicznie. ponadto ktoś podrzucił biedakowi bombę, co splotło jego losy ze scotland yardem, a ta, można powiedzieć agencja, miała na niego wywalone. sam autor wplątał się w śledztwo, które później opisał w swoim dzienniku, o którym ciągle jest mowa we współczesności. jeśli mam być szczera, to te rozdziały irytowały mnie najbardziej. nie wszystkie oczywiście, ale większość z nich. o ile zazwyczaj żyje w zgodzie z postaciami, które bywają irytujące, tak tutaj nie mogłam po prostu znieść tego doktorka. wkurzał mnie, jak diabli. 

ale jednak nie było źle. nie mogę powiedzieć, że było źle, bo dałam tej pozycji porządną szóstkę. myślałam, że będzie siódemka, ale zakończenie mnie trochę rozczarowało. trochę bardzo i niestety zostanie szóstka. myślałam odkąd skończyłam, czy wam to polecić i doszłam do wniosku, że jeśli ktoś lubi sherlocka i nie przeszkadzają mu skoki pomiędzy londynem z czasów współczesnych, a londynem z roku 1900, to myślę, że nie będzie tak tragicznie i będzie to jakieś zajęcie na kilka dni, czy godzin. 
red

sobota, 18 sierpnia 2018

━ 11. ❝złoto mefista❞


tytuł ━ złoto mefista
autor ━ eric frattini 
wydawnictwo ━ bellona
ilość stron ━ 496

━ ❝zaufanie to móc komuś wierzyć nawet wówczas, kiedy się wie, że na naszym miejscu skłamałby

tłem powieści są wydarzenia po ii wojnie światowej prowadzące do utworzenia organizacji odessa, która miała przeprowadzić akcję umożliwienia ucieczki byłym nazistom oraz zbierać fundusze na odbudowanie iv rzeszy. jest to historyczny thriller ukazujący również, jaką rolę w tym przedsięwzięciu miał kościół katolicki i szwajcarskie banki. głównym bohaterem jest august lienart, który uczestniczy w intrygach i tajemnicach związanych z akcją odessa.

━ osądem diablicy

długo zastanawiałam się, co mogę powiedzieć, o tej książce. naprawdę. nadal wydaje mi się dosyć specyficzna, ale chyba właśnie ta specyfika sprawiła, że tak dobrze mi się ją czytało. dorzućmy do tego jeszcze drugą wojnę światową - czyli temat mnie zajmujący i to dosyć mocno - i było jasne, że nie mogłam się oderwać od czytania. sam zarys fabuły znajdujący się na odwrocie książki mnie zaintrygował i szczerze mówiąc intryguje mnie do tej pory, choć książka jest już dawno u moje taty i czeka, aż ją przeczyta.

każdy wie, z czym dokładnie wiązała się wojna. kiedy się rozpoczęła, co się działo w ciągu tych lat i jak się zakończyła. to można sobie odpuścić, bo większości i tak nie interesuje historyczny bełkot. w tej pozycji natomiast wszystko zaczyna się na spotkaniu, któremu przewodził senior lienart. do życia powołano organizację, która ma umożliwić bezpieczną ucieczkę wszelakim zbrodniarzom wojennym, zaczynając od esesmanów z obozów koncentracyjnych, a kończąc na samej głowie trzeciej rzeszy, czyli hitlerze. jednak to nie senior odgrywał tutaj znaczącą rolę. w tym wszystkim najwięcej znaczył august, syn lienarta, młody mężczyzna, który chciał zostać księdzem. to właśnie on przekonał watykan do utworzenia korytarza, a także on przemycał cenne ładunki, jakimi okazywali się być mengele, czy inni znani z kart historii zbrodniarze. zdziwiło mnie to z jakim spokojem podszedł do powierzonego mu zadania. i to jak autor wykreował jego postać. oczywiście zdziwiło w pozytywny sposób i dziwi do tej pory. nie spodziewałam się, że jednak okaże się być tak niesamowicie podobny do swojego ojca i będzie tak samo przebiegły. 

w dużej mierze właśnie to wpłynęło na moją ocenę. obok fabuły właśnie postać augusta wywarła na mnie pozytywne wrażenie. poza tym na uwagę zasługuje również postać samego adolfa. pierwszy raz spotkałam się z kimś, kto już nie tryska wigorem i nie jest zachwycony kolejnymi podbojami swojej armii. hitler w tej książce to był raczej schorowany facet, który był zmęczony wojną i z właśnie tym zmęczeniem spoglądał na zgliszcza europy, jakie zostały, po tym co się rozpętało we wrześniu trzydziestego dziewiątego. zawsze, gdy oglądałam coś aktorskiego na tle wojennym, hitler był przedstawiany w sposób impulsywny, wręcz choleryczny, a tutaj? nic z tych rzeczy. w dodatku był tylko jednym z wielu pionków jednej ze znaczących postaci. ten sam wielki przywódca, który skazał miliony na śmierć. naprawdę mnie to zdziwiło. ale znów w pozytywny sposób. nie odbierajcie tego w sposób propagowania nazizmu, ale autor pokazał inną stronę tej samej postaci, o którą nikt wcześniej chyba się nie pokusił. 

myślę, że jeszcze kiedyś powrócę do tej pozycji. naprawdę była warta poświęconemu czasu, jaki jej przeznaczyłam i uważam, że nieco więcej osób powinno ją przeczytać. 
red

wtorek, 14 sierpnia 2018

━ 10. ❝pakt z diabłem❞


tytuł ━ pakt z diabłem 
autorzy ━ dick lehr, gerard o'neill
wydawnictwo ━ marginesy
ilość stron ━ 528

━ ❝wspólny wróg ujednolicał światopogląd.

john connolly i james "siwy" bulger dorastali razem na brutalnych ulicach bostonu. kilkadziesiąt lat później, w połowie lat siedemdziesiątych, spotkali się ponownie. connolly był już ważną postacią w bostońskim oddziale fbi, bulger został ojcem chrzestnym lokalnej irlandzko - amerykańskiej mafii. to, co wydarzyło się później - brudny układ mający na celu doprowadzenie do ruiny włosko - amerykańskiej mafii w zamian za ochronę, której udzielono bulgerowi - wymknęło się spod kontroli i doprowadziło do serii zabójstw, przejęcia przez bulgera kontroli nad handlem narkotykami w dzielnicy, zarzutów o wymuszenia haraczy, a ostatecznie do największego skandalu wywiadowczego w historii fbi.

━ osądem diablicy

nie mogłam się zebrać do tej książki naprawdę długo. przysięgam. leżała u mnie może ze trzy lata na półce, ewentualnie jeszcze więcej zanim ją dotknęłam. na szczęście moja przyjaciółka, do której to cudo należy, nie miała nic przeciwko temu, a nawet podzielała moje zdanie. a jeśli już o moje zdanie chodzi, to do końca nawet nie wiem, co dokładnie mam powiedzieć. na pewno nie padnie tu wiele jakiś pochlebnych słów, bo nie wiem, co musiałoby się stać, abym tak się rozszalała. 

zdawałam sobie sprawę, że pakuje się poniekąd w literaturę faktu. poza tym gdzieś tam na okładce, czy w środku mignęło mi, że to historia oparta na faktach. dobrym dowodem na to były zawarte zdjęcia, czy inne, które dołączono w formie dodatku. ale nie sądziłam, że to będzie taka nuda. naprawdę. nie przepadałam nigdy za reportażami, ale też nie było nigdy tak, że nie chciałam ich czytać, bo jeśli dotyczyły tematów, które mnie ciekawiły, to robiłam to. nawet bardzo chętnie. muszę się przyznać, że sprawy federalne, gangsterstwo i cały ten półświatek wymierzających sprawiedliwość na własną rękę mają w sobie coś, co sprawia, że mnie ciągnie do tego, ale przez pakt z diabłem właśnie poczułam się mocno zniechęcona i może nawet odrzucona? niemiłosiernie długie opisy, w których czasem naprawdę nie rozumiałam o co chodzi, john, który podniecał się tym, że żyje w układzie z największą szychą na południaku, a także nieustanne wybielanie siwego, choć ten robił coraz to gorsze rzeczy. ta ostatnia może i była ciekawa, ale na dłuższą metę też mnie to znudziło. 

ponadto przez okładkę umysł cały czas podsuwał mi johnny'ego, który wcielił się w bulgera. może to nie był taki wielki problem, ale przeszkadzało mi to i czasem też nie mogłam się skupić, bo migał mi przed oczami jack sparrow, czy też jakakolwiek inna rola, którą depp grał. nie powiem, ale naprawdę wyglądało to śmiesznie, a ja tylko uświadamiałam się, że moja wyobraźnia nie zna granic. w środku strzelaniny, czy jakiś porachunków pojawiał się kapelusznik, czy pijany pirat i umówmy się, że nie jest to do końca to, co każdy chciałby zobaczyć. akurat tutaj nie winię nikogo poza sobą, poza tym coś takiego już mi się zdarzało, ale wcale to nie zmieniło mojej oceny na wyższą. 

nie poleciłabym tej książki każdemu. no chyba, że macie wyjątkowo mocne nerwy, czy chcecie do poczytania coś, do czego trzeba chyba podchodzić z jakimś wyjątkowym zapałem, którego mi zabrakło. całe dwadzieścia lat, jakie zostało zawarte w pięciuset stronach według mnie zostało opowiedziane w sposób zanudzający i odpychający, a czegoś takiego po prostu mocno nie lubię. nie jestem pewna, czy przez jakiś czas sięgnę po coś z literatury faktu. 
red