tytuł ━ cyfrowa twierdza
autor ━ dan brown
wydawnictwo ━ sonia draga
ilość stron ━ 536
━ ❝wszystko jest możliwe. niemożliwe wymaga po prostu więcej czasu.❞
gdy należący do nsa superkomputer napotyka na tajemniczy szyfr, którego nie potrafi złamać, wicedyrektor agencji wzywa na pomoc szefową wydziału kryptologii, błyskotliwą i piękną matematyczkę, susan fletcher. po kilku godzinach poszukiwań odkrywa ona coś, co wywoła wstrząs na najwyższych szczeblach władzy. agencja bezpieczeństwa narodowego otrzymuje ultimatum: albo ujawni swój sekret, albo działania amerykańskiego wywiadu zostaną sparaliżowane po upublicznieniu algorytmu szyfrującego napisanego w tak genialny sposób, że nie da się go złamać. rzucona w wir kłamstw i tajemnic susan z całych sił walczy, żeby ocalić agencję, ponieważ szczerze wierzy w jej misję. jeśli nie uda się na czas rozwiązać zagadki genialnego informatyka, który rzucił wyzwanie władzom stanów zjednoczonych, to stworzony przez niego algorytm zniszczy równowagę sił – na zawsze.
━ osądem diablicy
nareszcie brown i nareszcie coś od niego! znałam tego autora już od jakiegoś czasu, ale postanowiłam jeszcze przed prowadzeniem bookstagrama, że wypadałoby sobie odświeżyć jego twory. z chęcią powróciłam co cyfrowej twierdzy. bardzo miło wspominam tę pozycję i muszę przyznać, że jak na jego debiut to byłam i nadal jestem pozytywnie zaskoczona!
wszystko zaczyna się wtedy, gdy nasza główna bohaterka - susan - zostaje w weekend wezwana do pracy, co przecież normalnie się nie zdarza. pomimo planów, jakie miała, przyjeżdża nsa, a to rozpoczyna bardzo niespodziewany bieg zdarzeń. bardzo ją polubiłam w zasadzie nigdy nie było tak, że nie lubiłam kobiecej postaci od browna, bo do kodu leonarda da vinci wszystkie były niesamowicie intrygujące i ciekawiły mnie samym sobą. susan, jako dyrektorka już w ogóle mi zaimponowała, a jej wytrwałość i ciekawość to coś, czego wiele osób w tych czasach chyba nie posiada, albo zapomniało, że posiada. nawet w momentach największego chaosu susan potrafiła jakoś się opanować i doprowadzić do porządku, co przy wydarzeniach z fabuły cyfrowej twierdzy było nie lada wyzwaniem. polubiłam także komandora i w życiu nie spodziewałam się, jakie naprawdę były jego zamiary względem susan i do czego był gotów się posunąć, aby w końcu mógł spróbować owinąć ją sobie wokół palca. niesamowita postać i naprawdę pomimo wszystkiego, co zrobił, miło go wspominam.
sama fabuła może nie była do końca tym, co mnie zawsze ciekawiło, ale brown opisał to w taki sposób, że od książki nie sposób było się w żaden sposób oderwać. bardzo mi się podobał motyw z tytułową twierdzą i tym wszystkim, co się z nią wiązało, a także jakie mogły wyjść z tego skutki. nie mogłam się wręcz nadziwić, że ludzie potrafią stworzyć takie rzeczy, a co gorsza, że można to tak po prostu kupić na rynku. do końca nie mogłam przewidzieć, co tak naprawdę się stanie, a napięcie jakie mi towarzyszyło wyszło ze mnie dopiero wtedy, gdy naprawdę skończyłam czytać.
bezapelacyjnie według mnie cyfrowa twierdza to pozycja warta przeczytania i jeśli ktoś nadal waha się czy zacząć przygodę z brownem, to mogę wam powiedzieć, że warto. a przynajmniej warto do kodu leonarda da vinci.
━ red

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz